Etiuda nr1 ELDO Songtext
von Jimek
Etiuda nr1 ELDO Songtext
Zbyt dużo dymu i zbyt długo tu trwamy
Przeglądamy się w szklankach, ciągle uciekamy
Uzasadnienia, wymówki, wytłumaczone powody
Ważą zbyt dużo, zabajone słońca wschody
Za dużo mówią szuflady na oścież otwarte
Slajdy do wody, demony wciąż nienażarte
Jak narkotyczne głody, zbieramy z podłogi
Resztki, okruchy, ziarnka soli, kwaśne jagody
Małym drukiem były prawdy, duże były banały
Zbite talerze, puste naczynia i suche krany
Jest nic, zostały ślady
Żyjemy, żyjemy, żyjemy
Żyjemy w ignorancji jutra, na bakier z rozsądkiem
Gdy dowodzą emocje, nie myślimy o skutkach
Królowie, hedonizmy, w kostiumach błazny
Zdrajcy izmów, kreatorzy wzniosłych truizmów
W pragnieniu racji twórcy wolnych narracji pod tezę
My, mistrzowie kawiarnianych zwierzeń
Wyznań na serwetkach
Spojrzeń przez dowolny pryzmat
Gdzie każda maska to betka
Czempioni ślizgu na dowolnych płaszczyznach
Primabaleriny zatańczą nawet na żyletkach
Uzależnieni od adrenaliny
Gospodarz ma imieniny, my skaczemy po krzesłach
Głupie sukinsyny, małpi gaj, walczymy na miny
Czas odmierzamy w setkach trucizny
Nie dostrzegamy sensu z tym brakiem sensu
Konsensus mamy
Aż w końcu udusi nas żal, przemijamy
Chasydzi wirujący w tańcu
Bal na płonącym szańcu, niech żyje bal
Zbyt dużo dymu i zbyt długo tu trwamy
Przeglądamy się w szklankach, ciągle uciekamy
Uzasadnienia, wymówki, wytłumaczone powody
Ważą zbyt dużo, zabajone słońca wschody
Za dużo mówią szuflady na oścież otwarte
Slajdy do wody, demony wciąż nienażarte
Jak narkotyczne głody, zbieramy z podłogi
Resztki, okruchy, ziarnka soli, kwaśne jagody
Małym drukiem były prawdy, duże były banały
Zbite talerze, puste naczynia i suche krany
Jest nic, zostały ślady
Nakrycie, został pusty talerz
Nakrycie, został pusty talerz
Hmm
Dobra, tam już było
Przeglądamy się w szklankach, ciągle uciekamy
Uzasadnienia, wymówki, wytłumaczone powody
Ważą zbyt dużo, zabajone słońca wschody
Za dużo mówią szuflady na oścież otwarte
Slajdy do wody, demony wciąż nienażarte
Jak narkotyczne głody, zbieramy z podłogi
Resztki, okruchy, ziarnka soli, kwaśne jagody
Małym drukiem były prawdy, duże były banały
Zbite talerze, puste naczynia i suche krany
Jest nic, zostały ślady
Żyjemy, żyjemy, żyjemy
Żyjemy w ignorancji jutra, na bakier z rozsądkiem
Gdy dowodzą emocje, nie myślimy o skutkach
Królowie, hedonizmy, w kostiumach błazny
Zdrajcy izmów, kreatorzy wzniosłych truizmów
W pragnieniu racji twórcy wolnych narracji pod tezę
My, mistrzowie kawiarnianych zwierzeń
Wyznań na serwetkach
Spojrzeń przez dowolny pryzmat
Gdzie każda maska to betka
Czempioni ślizgu na dowolnych płaszczyznach
Primabaleriny zatańczą nawet na żyletkach
Uzależnieni od adrenaliny
Gospodarz ma imieniny, my skaczemy po krzesłach
Głupie sukinsyny, małpi gaj, walczymy na miny
Czas odmierzamy w setkach trucizny
Nie dostrzegamy sensu z tym brakiem sensu
Konsensus mamy
Aż w końcu udusi nas żal, przemijamy
Chasydzi wirujący w tańcu
Bal na płonącym szańcu, niech żyje bal
Zbyt dużo dymu i zbyt długo tu trwamy
Przeglądamy się w szklankach, ciągle uciekamy
Uzasadnienia, wymówki, wytłumaczone powody
Ważą zbyt dużo, zabajone słońca wschody
Za dużo mówią szuflady na oścież otwarte
Slajdy do wody, demony wciąż nienażarte
Jak narkotyczne głody, zbieramy z podłogi
Resztki, okruchy, ziarnka soli, kwaśne jagody
Małym drukiem były prawdy, duże były banały
Zbite talerze, puste naczynia i suche krany
Jest nic, zostały ślady
Nakrycie, został pusty talerz
Nakrycie, został pusty talerz
Hmm
Dobra, tam już było
Lyrics powered by www.musixmatch.com

