Rap na ból Songtext
von Proceente
Rap na ból Songtext
Yo, yo
Honolulu Studio
GruboKrojone
Aloha Enterteinment
DJ HWR, Hawajscy Patole
Oh
Dzień spędzony z ziomalami w studio nagrań
Pion wyższy od Sekwoi z tego wyrasta
Znowu stawiam styl i skille pod zastaw
Krokodyle łzy kończą w kanalizacjach
Zajawka świeża, jak włoszczyzna z warzywniaka
Pozdrawiam Szweda i dzieciaka (elo)
Między dwoma drzewami rozkładam hamak
Chcę się odchamić, ale najpierw chcę dojarać
Puszczam nosem dym jak smok
Myślę ile chciałbym płyt dać, kilka wrot
Odbieram flip phone, producent mówi, że ma bit on
Jak dobry tytoń, musi zmieszać go
Z nawijką pyszną, hydroponiczną
Ten kawałek jest jak joint, co na Bernardyńską z dachu patrząc jaraliśmy go
A więc rzucam flow, Gawron, na koń, w galop i zasuwam do
Honolulu Studio, nie czekam na lepsze jutro
Nawet jak jest gówno, rap sam się nie zrobi
Wstyd się miesza z dumą, a to jest jego źródło
Myślę rozbijając lustro, a nie jestem zabobonny
A to Otoem, wdycham smok jak tlen
Uspokaja mnie bębnów dźwięk
Spędzam dzień słuchając i pisząc
Nie idę na ilość, mieszam piwo z sensimillą
A to Otoem, wdycham smok jak tlen
Uspokaja mnie bębnów dźwięk
Spędzam dzień słuchając i pisząc
Nie idę na ilość, mieszam piwo z sensimillą
Każdy z nas trochę jak mały rasta
Czas by usiąść na balkonie i usmażyć chwasta
Takie czynności lubię, lej tu wolumen na maksa
Dziś doktor Joint, a nie doktorek co poluje na Bugsa
Było dużo pracy, a ten urlop jest dowodem na to
Że karma wraca
Tyle wyjmę, ile włożę, byle przy mnie był mój słodki bobek
I bracia, którzy wyruszyli ze mną w tę przygodę
Ah, zbita na pione, póki co nie dycha solo
Ja bym tyle nie wyjarał, wielki wilk, uchylę czoło
Na ławeczce usiąść, nie równać się, na mieliźnie osiąść
Pultaj to się wgryzie, przy mnie masz odpocząć
Trochę za bardzo popchałem relaks przez to
Średnio znoszę stresa i gdy ktoś się przypierdziela
Dorosłość drze się, że się tego mam wyrzec
A tu ten bit każe być jeszcze jeden gram wyżej
A to Otoem, wdycham smok jak tlen
Uspokaja mnie bębnów dźwięk
Spędzam dzień słuchając i pisząc
Nie idę na ilość, mieszam piwo z sensimillą
A to Otoem, wdycham smok jak tlen
Uspokaja mnie bębnów dźwięk (wow, wow)
Spędzam dzień słuchając i pisząc
Nie idę na ilość, mieszam piwo z sensimillą
To rap na ból, można go sprzedawać w bistrach
Co masz na stół, daj, skręcimy sobie gibka
Jak Fiskar z nefreestyle, przy piwkach bliska mi Czerniakowska przystań
A nie gonitwa za czymś tam, czy kimś tam
Pieniądze czy cipka, ja nad jeziorkiem se chilluje na grzybka
Unoszę się, spadam, lecę, chwila
Pomiędzy zwrotkami słyszę refren Sistars
Przez bramę wpuszcza mnie Pan Cieć
Wjeżdżam do Honolulu, dzieciak już tam jest
Rozgrzewam gardło jointem CBG z wkładką
Wiem, że nagrywka pójdzie gładko
Nie muszę przeklinać jak wójt Pcimia, żeby było mnie tu głośno i wyraźnie słychać
Ta linijka to pikantna papryczka
Każdy z nas, jak Larry Flynt to mały skandalista
A to Otoem, wdycham smok jak tlen
Uspokaja mnie bębnów dźwięk
Spędzam dzień słuchając i pisząc
Nie idę na ilość, mieszam piwo z sensimillą
A to Otoem, wdycham smok jak tlen
Uspokaja mnie bębnów dźwięk (wow, wow)
Spędzam dzień słuchając i pisząc
Nie idę na ilość, mieszam piwo z sensimillą
Trzydzieści centymetrów
Ponad chodnikami
Ponad chodnikami
Kręć, odpal, odleć jak najdalej
Bla-bla, blanty, a blanty
W-w, w strefie jarania i w-w, w strefie rymowania
Bla-bla blanty, a bla-bla blanty
Trzydzieści centymetrów
Ponad chodnikami
Ponad chodnikami
Kręć, odpal, odleć jak najdalej
Bla-bla, blanty, a blanty
W-w, w strefie jarania i w-w, w strefie rymowania
Bla-bla blanty, a bla-bla blanty
Honolulu Studio
GruboKrojone
Aloha Enterteinment
DJ HWR, Hawajscy Patole
Oh
Dzień spędzony z ziomalami w studio nagrań
Pion wyższy od Sekwoi z tego wyrasta
Znowu stawiam styl i skille pod zastaw
Krokodyle łzy kończą w kanalizacjach
Zajawka świeża, jak włoszczyzna z warzywniaka
Pozdrawiam Szweda i dzieciaka (elo)
Między dwoma drzewami rozkładam hamak
Chcę się odchamić, ale najpierw chcę dojarać
Puszczam nosem dym jak smok
Myślę ile chciałbym płyt dać, kilka wrot
Odbieram flip phone, producent mówi, że ma bit on
Jak dobry tytoń, musi zmieszać go
Z nawijką pyszną, hydroponiczną
Ten kawałek jest jak joint, co na Bernardyńską z dachu patrząc jaraliśmy go
A więc rzucam flow, Gawron, na koń, w galop i zasuwam do
Honolulu Studio, nie czekam na lepsze jutro
Nawet jak jest gówno, rap sam się nie zrobi
Wstyd się miesza z dumą, a to jest jego źródło
Myślę rozbijając lustro, a nie jestem zabobonny
A to Otoem, wdycham smok jak tlen
Uspokaja mnie bębnów dźwięk
Spędzam dzień słuchając i pisząc
Nie idę na ilość, mieszam piwo z sensimillą
A to Otoem, wdycham smok jak tlen
Uspokaja mnie bębnów dźwięk
Spędzam dzień słuchając i pisząc
Nie idę na ilość, mieszam piwo z sensimillą
Każdy z nas trochę jak mały rasta
Czas by usiąść na balkonie i usmażyć chwasta
Takie czynności lubię, lej tu wolumen na maksa
Dziś doktor Joint, a nie doktorek co poluje na Bugsa
Było dużo pracy, a ten urlop jest dowodem na to
Że karma wraca
Tyle wyjmę, ile włożę, byle przy mnie był mój słodki bobek
I bracia, którzy wyruszyli ze mną w tę przygodę
Ah, zbita na pione, póki co nie dycha solo
Ja bym tyle nie wyjarał, wielki wilk, uchylę czoło
Na ławeczce usiąść, nie równać się, na mieliźnie osiąść
Pultaj to się wgryzie, przy mnie masz odpocząć
Trochę za bardzo popchałem relaks przez to
Średnio znoszę stresa i gdy ktoś się przypierdziela
Dorosłość drze się, że się tego mam wyrzec
A tu ten bit każe być jeszcze jeden gram wyżej
A to Otoem, wdycham smok jak tlen
Uspokaja mnie bębnów dźwięk
Spędzam dzień słuchając i pisząc
Nie idę na ilość, mieszam piwo z sensimillą
A to Otoem, wdycham smok jak tlen
Uspokaja mnie bębnów dźwięk (wow, wow)
Spędzam dzień słuchając i pisząc
Nie idę na ilość, mieszam piwo z sensimillą
To rap na ból, można go sprzedawać w bistrach
Co masz na stół, daj, skręcimy sobie gibka
Jak Fiskar z nefreestyle, przy piwkach bliska mi Czerniakowska przystań
A nie gonitwa za czymś tam, czy kimś tam
Pieniądze czy cipka, ja nad jeziorkiem se chilluje na grzybka
Unoszę się, spadam, lecę, chwila
Pomiędzy zwrotkami słyszę refren Sistars
Przez bramę wpuszcza mnie Pan Cieć
Wjeżdżam do Honolulu, dzieciak już tam jest
Rozgrzewam gardło jointem CBG z wkładką
Wiem, że nagrywka pójdzie gładko
Nie muszę przeklinać jak wójt Pcimia, żeby było mnie tu głośno i wyraźnie słychać
Ta linijka to pikantna papryczka
Każdy z nas, jak Larry Flynt to mały skandalista
A to Otoem, wdycham smok jak tlen
Uspokaja mnie bębnów dźwięk
Spędzam dzień słuchając i pisząc
Nie idę na ilość, mieszam piwo z sensimillą
A to Otoem, wdycham smok jak tlen
Uspokaja mnie bębnów dźwięk (wow, wow)
Spędzam dzień słuchając i pisząc
Nie idę na ilość, mieszam piwo z sensimillą
Trzydzieści centymetrów
Ponad chodnikami
Ponad chodnikami
Kręć, odpal, odleć jak najdalej
Bla-bla, blanty, a blanty
W-w, w strefie jarania i w-w, w strefie rymowania
Bla-bla blanty, a bla-bla blanty
Trzydzieści centymetrów
Ponad chodnikami
Ponad chodnikami
Kręć, odpal, odleć jak najdalej
Bla-bla, blanty, a blanty
W-w, w strefie jarania i w-w, w strefie rymowania
Bla-bla blanty, a bla-bla blanty
Lyrics powered by www.musixmatch.com

