Dość Songtext
von Gibbs
Dość Songtext
Ile razy obiecałem sobie żyć z tym?
W największy deszcz ktoś zabiera mi mój płaszcz
Nie jestem ciałem, tylko duchem pośród zgliszczy
Które chwilę wcześniej cudem podpaliłem sam
Znów miałem sen, że obudziłem się silny
W nim nowy dzień przywitałem słowem: "Walcz"
Nie żyję w parze z tym, co zatruwa me myśli
Które chwilę wcześniej miałem już ostatni raz, śniąc
Ile razy mówiłem wcześniej
"Nie pozwolę sobie pluć w twarz"
Mój oprawca w lustrze się śmieje
Czemu to znowu ja?
Daj mi moc, dopóki walczę wciąż sam z nim, by obrócić go w popiół
Zanim spłonę do cna w środku
Mówię: "Dość", dopóki mam w dzień głos, z armii nie zginę już sam w boju
Muszę sprawić, by stał w ogniu, swym ogniu
Nie zginę już sam w boju
W boju
Z każdym dniem bliżej celu jestem o centymetr
Wyciągam sztylet, w akompaniamencie łez dyszę
Marny sentyment, tak długo razem z nim żyłem
W strachu, że zginie część mnie, gdy go w końcu wyjmę
Ja nie mam wrogów, oprócz tego, który mieszka w głowie
Paranoje wmawia nadal, myśli, że mu nic nie zrobię
Zaraz twój koniec, więc przygotuj sobie ładną mowę
Za dużo dymu było wcześniej, bym cię widział dobrze
Ile razy mówiłem wcześniej
"Nie pozwolę sobie pluć w twarz"
Mój oprawca w lustrze się śmieje
Ale ostatni raz
Daj mi moc, dopóki walczę wciąż sam z nim, by obrócić go w popiół
Zanim spłonę do cna w środku
Mówię: "Dość", dopóki mam w dzień głos, z armii nie zginę już sam w boju
Muszę sprawić, by stał w ogniu, swym ogniu
Nie zginę już sam w boju
W boju
W największy deszcz ktoś zabiera mi mój płaszcz
Nie jestem ciałem, tylko duchem pośród zgliszczy
Które chwilę wcześniej cudem podpaliłem sam
Znów miałem sen, że obudziłem się silny
W nim nowy dzień przywitałem słowem: "Walcz"
Nie żyję w parze z tym, co zatruwa me myśli
Które chwilę wcześniej miałem już ostatni raz, śniąc
Ile razy mówiłem wcześniej
"Nie pozwolę sobie pluć w twarz"
Mój oprawca w lustrze się śmieje
Czemu to znowu ja?
Daj mi moc, dopóki walczę wciąż sam z nim, by obrócić go w popiół
Zanim spłonę do cna w środku
Mówię: "Dość", dopóki mam w dzień głos, z armii nie zginę już sam w boju
Muszę sprawić, by stał w ogniu, swym ogniu
Nie zginę już sam w boju
W boju
Z każdym dniem bliżej celu jestem o centymetr
Wyciągam sztylet, w akompaniamencie łez dyszę
Marny sentyment, tak długo razem z nim żyłem
W strachu, że zginie część mnie, gdy go w końcu wyjmę
Ja nie mam wrogów, oprócz tego, który mieszka w głowie
Paranoje wmawia nadal, myśli, że mu nic nie zrobię
Zaraz twój koniec, więc przygotuj sobie ładną mowę
Za dużo dymu było wcześniej, bym cię widział dobrze
Ile razy mówiłem wcześniej
"Nie pozwolę sobie pluć w twarz"
Mój oprawca w lustrze się śmieje
Ale ostatni raz
Daj mi moc, dopóki walczę wciąż sam z nim, by obrócić go w popiół
Zanim spłonę do cna w środku
Mówię: "Dość", dopóki mam w dzień głos, z armii nie zginę już sam w boju
Muszę sprawić, by stał w ogniu, swym ogniu
Nie zginę już sam w boju
W boju
Writer(s): Jonatan Chmielewski Lyrics powered by www.musixmatch.com

