Czarna róża Songtext
von Gibbs
Czarna róża Songtext
Mam parę chwil i nadzieję, że trochę więcej niż dobę
Proszę dziś godzin trochę, to czas na monotonię
Czyha zło gdzieś za rogiem, na twą samoobronę
Taki byłeś samodzielny, czy płacz zmusza do obelg, ej
Kiedy zasypiam, wstaje cisza
Ile w tej walce będę trwał?
Codzienność mówi: "Sorry, wybacz"
Nie wróci wczoraj ani dzisiaj
Jak czarne róże znikniemy, nim ciemność
Przykryje duszę, to nie biały welon
Więc jaki mam być? Czemu ten syf ponownie dobija, dobija, dobija się do drzwi
Czekam na cynk, nie chcę już pomijać, pomijać, pomijać dobrych dni
Bo znikniemy, nim ciemność
Przykryje duszę, to nie biały welon
Więc jaki mam być? Czemu ten syf ponownie dobija, dobija, dobija się do drzwi
Czekam na cynk, nie chcę już pomijać, pomijać, pomijać dobrych dni
Nowe pokolenie chodzi po domu cichuteńko na palcach
Wyczuleni na każdy odgłos klucza na klatkach
Za cienkie drzwi, na które nie ma tu lekarstwa
Wychowani tak, żeby po prostu nie przeszkadzać
Przyzwyczajeni stoją z boku
Wolność na horyzoncie wywołuje w nich niepokój, lęk, yeah
Krzyczę do Ciebie, dzisiaj znowu
W ostatnim miejscu, w którym przyjmujesz gości do stołu, to siedź
Nigdy nie próbuj zabierać mi prawa
Nie waż się nikomu mówić, jak ma żyć
Ja wtedy zrobię dla Ciebie ten hałas
Podniosę łapy i będę brawa bił
Jak czarne róże znikniemy, nim ciemność
Przykryje duszę, to nie biały welon
Więc jaki mam być? Czemu ten syf ponownie dobija, dobija, dobija się do drzwi
Czekam na cynk, nie chcę już pomijać, pomijać, pomijać dobrych dni
Bo znikniemy, nim ciemność
Przykryje duszę, to nie biały welon
Więc jaki mam być? Czemu ten syf ponownie dobija, dobija, dobija się do drzwi
Czekam na cynk, nie chcę już pomijać, pomijać, pomijać dobrych dni
Nigdy nie próbuj zabierać mi prawa
Nie waż się nikomu mówić, jak ma żyć
Ja wtedy zrobię dla Ciebie ten hałas
Podniosę łapy i będę brawa bił
Proszę dziś godzin trochę, to czas na monotonię
Czyha zło gdzieś za rogiem, na twą samoobronę
Taki byłeś samodzielny, czy płacz zmusza do obelg, ej
Kiedy zasypiam, wstaje cisza
Ile w tej walce będę trwał?
Codzienność mówi: "Sorry, wybacz"
Nie wróci wczoraj ani dzisiaj
Jak czarne róże znikniemy, nim ciemność
Przykryje duszę, to nie biały welon
Więc jaki mam być? Czemu ten syf ponownie dobija, dobija, dobija się do drzwi
Czekam na cynk, nie chcę już pomijać, pomijać, pomijać dobrych dni
Bo znikniemy, nim ciemność
Przykryje duszę, to nie biały welon
Więc jaki mam być? Czemu ten syf ponownie dobija, dobija, dobija się do drzwi
Czekam na cynk, nie chcę już pomijać, pomijać, pomijać dobrych dni
Nowe pokolenie chodzi po domu cichuteńko na palcach
Wyczuleni na każdy odgłos klucza na klatkach
Za cienkie drzwi, na które nie ma tu lekarstwa
Wychowani tak, żeby po prostu nie przeszkadzać
Przyzwyczajeni stoją z boku
Wolność na horyzoncie wywołuje w nich niepokój, lęk, yeah
Krzyczę do Ciebie, dzisiaj znowu
W ostatnim miejscu, w którym przyjmujesz gości do stołu, to siedź
Nigdy nie próbuj zabierać mi prawa
Nie waż się nikomu mówić, jak ma żyć
Ja wtedy zrobię dla Ciebie ten hałas
Podniosę łapy i będę brawa bił
Jak czarne róże znikniemy, nim ciemność
Przykryje duszę, to nie biały welon
Więc jaki mam być? Czemu ten syf ponownie dobija, dobija, dobija się do drzwi
Czekam na cynk, nie chcę już pomijać, pomijać, pomijać dobrych dni
Bo znikniemy, nim ciemność
Przykryje duszę, to nie biały welon
Więc jaki mam być? Czemu ten syf ponownie dobija, dobija, dobija się do drzwi
Czekam na cynk, nie chcę już pomijać, pomijać, pomijać dobrych dni
Nigdy nie próbuj zabierać mi prawa
Nie waż się nikomu mówić, jak ma żyć
Ja wtedy zrobię dla Ciebie ten hałas
Podniosę łapy i będę brawa bił
Writer(s): Jonatan Chmielewski Lyrics powered by www.musixmatch.com
