Breja Songtext
von Cichoń
Breja Songtext
Zanim utonę chciałbym zbudować wam statek
Chociaż tata wolałby żebym grał AC/DC
Raczej nic nie wytłumaczę tacie
Największe autorytety najgłośniej biją o matę
Wiem, rodzinny chain mój biggest flex
Muszę się przejść, nie wiem czy wrócę
Nigdy nie szedłem po szelest
Lecz mam to gówno na muszce
Chowam myśli pod poduszkę
Muszę się porządnie wyspać
Zanim pstane i wam w pysk
Tam w domu znów była policja
Ja zrobiłem z koców wigwam
I modlę się do obrazka
Dziadka krew jest przeźroczysta
Trudno coś takiego domyć
Chcę otworzyć swoje serce
Ale nie wiem z której strony
Jestem leniem lecz mam pomysł
Jest całkiem dopierdolony
Wleję breję do kawioru wam
Szczyptę ołowiu na kark
Demonom już mówię pa
Widzimy się jutro przecież
Nie mam problemu z tym żeby nie robić nic
Bez PLN-ów jakoś mniej chce mi się żyć
Wina systemu działającego dla cyfr
Lub moich genów skłonności by palić, pić
Myślę też geniusz częściej grafoman z pod łzy
Parę lat temu stwierdziłem, że zerwę kiść
Znalazłem serum na codzienny skok na pysk
Smażąc się w cieniu znowu coś mówi mi pisz
Spójrz mi w oczy zobaczysz belki z nich tworzę
Towarzyszy mi ten bodziec już od bardzo dawna
Wspominałem jej Instagram
Z zimnym dreszczem na nadgarstkach
I może to było głupie
Ale było to uczucie jakieś
To co budowane i skrom musi runąć z czasem
Miłość lubi żmudną pracę
Dali mnie na pół etatu
Chcę cię pokochać jak facet
I jak kocha moja babcia
Nie znam wrażliwszej osoby
Zrobię siano stawiam kwadrat dla niej
Dobro to głównie wybieranie
Dobrze, że to już skumałem
Dam wam dłoń a nie palec
Dam wam schron po to dalej to piszę
I tak do ostatniego taktu
Gramy o najwyższą stawkę co nie?
Nie mam problemu z tym żeby nie robić nic
Bez PLN-ów jakoś mniej chce mi się żyć
Wina systemu działającego dla cyfr
Lub moich genów skłonności by palić, pić
Myślę też geniusz częściej grafoman z pod łzy
Parę lat temu stwierdziłem, że zerwę kiść
Znalazłem serum na codzienny skok na pysk
Smażąc się w cieniu znowu coś mówi mi pisz
Chociaż tata wolałby żebym grał AC/DC
Raczej nic nie wytłumaczę tacie
Największe autorytety najgłośniej biją o matę
Wiem, rodzinny chain mój biggest flex
Muszę się przejść, nie wiem czy wrócę
Nigdy nie szedłem po szelest
Lecz mam to gówno na muszce
Chowam myśli pod poduszkę
Muszę się porządnie wyspać
Zanim pstane i wam w pysk
Tam w domu znów była policja
Ja zrobiłem z koców wigwam
I modlę się do obrazka
Dziadka krew jest przeźroczysta
Trudno coś takiego domyć
Chcę otworzyć swoje serce
Ale nie wiem z której strony
Jestem leniem lecz mam pomysł
Jest całkiem dopierdolony
Wleję breję do kawioru wam
Szczyptę ołowiu na kark
Demonom już mówię pa
Widzimy się jutro przecież
Nie mam problemu z tym żeby nie robić nic
Bez PLN-ów jakoś mniej chce mi się żyć
Wina systemu działającego dla cyfr
Lub moich genów skłonności by palić, pić
Myślę też geniusz częściej grafoman z pod łzy
Parę lat temu stwierdziłem, że zerwę kiść
Znalazłem serum na codzienny skok na pysk
Smażąc się w cieniu znowu coś mówi mi pisz
Spójrz mi w oczy zobaczysz belki z nich tworzę
Towarzyszy mi ten bodziec już od bardzo dawna
Wspominałem jej Instagram
Z zimnym dreszczem na nadgarstkach
I może to było głupie
Ale było to uczucie jakieś
To co budowane i skrom musi runąć z czasem
Miłość lubi żmudną pracę
Dali mnie na pół etatu
Chcę cię pokochać jak facet
I jak kocha moja babcia
Nie znam wrażliwszej osoby
Zrobię siano stawiam kwadrat dla niej
Dobro to głównie wybieranie
Dobrze, że to już skumałem
Dam wam dłoń a nie palec
Dam wam schron po to dalej to piszę
I tak do ostatniego taktu
Gramy o najwyższą stawkę co nie?
Nie mam problemu z tym żeby nie robić nic
Bez PLN-ów jakoś mniej chce mi się żyć
Wina systemu działającego dla cyfr
Lub moich genów skłonności by palić, pić
Myślę też geniusz częściej grafoman z pod łzy
Parę lat temu stwierdziłem, że zerwę kiść
Znalazłem serum na codzienny skok na pysk
Smażąc się w cieniu znowu coś mówi mi pisz
Writer(s): Jakub Cichon, Kajetan Nawrocki Lyrics powered by www.musixmatch.com
